Spotkanie z drem Maciejem Dudą, 18 grudnia 2014
Spotkanie z prof. Moniką Płatek
Zapraszamy na cykl otwartych spotkań z gender studies.
Podczas konferencji „Kobieca strona życia. Przestrzeń publiczna i przestrzeń prywatna”, Sejm RP 7 III 2013 r.
Publikacja - "Gender jako determinanta w przestrzeni prywatnej i publicznej"
Podczas konferencji „Kobieca strona życia. Przestrzeń publiczna i przestrzeń prywatna”, Sejm RP 7 III 2013 r.
Podczas konferencji "Bezpieczeństwo bez kobiet"

aktualności

Pięć odcieni solidarności – kilka przemyśleń po filmie „Solidarność według kobiet”

„Solidarność według kobiet” to film, który powinien na stałe zagościć w programie nauczania w gimnazjum i liceum. Łączy w sobie informacje na jeden, silnie zakorzeniony w polskiej historii temat z inspiracją do refleksji nad zagadnieniami uniwersalnymi. Jest przykładem, jak wydarzenia z przeszłości, w tym wypadku wydarzenia z lat 80. i 90. XX wieku – transformacja ustrojowa w Polsce, mogą otworzyć drzwi do dyskusji na wiele ponadnarodowych i ponadhistorycznych tematów. Świeżość spojrzenia na polską historię daje gwarancję, że historiozoficzna polemika nigdy nie będzie miała końca, a wręcz przeciwnie – otworzy się na kolejne obszary i dotąd zaniedbywane tematy. 

Ola Sidorkiewicz

 

1. Przede wszystkim, co najważniejsze dla polskiej widowni, to film, który ma szansę po raz pierwszy przedstawić pełną historię Solidarności. Jego oś budują poszukiwania „zaginionej liderki” Solidarności – Ewy Ossowskiej, która widnieje na wielu fotografiach z tamtego okresu w towarzystwie Lecha Wałęsy – symbolu polskiej Solidarności. Niewiele jednak o niej wiadomo. Po 1989 r. zupełnie zniknęła z polskiego dyskursu politycznego, w odróżnieniu od związkowego kolegi, przyszłego prezydenta RP. W trakcie poszukiwań Marta Dzido, zarazem współreżyserka filmu i narratorka, spotyka się z wieloma aktywistkami Solidarności, m. in. Henryką Krzywonos, Heleną Łuczywo, Jadwigą Jankowską, Jadwigą Staniszkis, Barbarą Labudą czy Joanną Dudą-Gwiazdą. Ich rozmowy najczęściej przebiegają w środowisku domowym. To olbrzymi atut filmu, który poszerza perspektywę widza filmu o intymny wgląd w codzienność byłych opozycjonistek. Działaczki opowiadają o strajkach związków zawodowych z ich osobistej perspektywy, pokazują, z czym musiały się mierzyć jako kobiety w Solidarności. One również, wspólnie z mężczyznami, walczyły, inicjowały strajki, odsiadywały wyroki więzienne, narażały siebie i swoje rodziny.

2. „Solidarność według kobiet” to także lekcja współczesnej historii Polski w bardzo przystępnej formie, która pokazuje działania Solidarności w inny sposób niż do tego przywykliśmy. Obala jeden z najtrwalszych mitów, które dookoła niej narosły – kobiet pełniących role obserwatorek, które co najwyżej wspierały swoich mężów. Dopuszczając do głosu grupę, której do niedawna odmawiano większego wkładu w przełomowe dla naszego kraju momenty, film odsłania nieznane karty historii. A ponieważ przyjmuje nową perspektywę, być może ma szansę przywrócić na nowo w ludziach, zwłaszcza młodych, zainteresowanie tym tematem. Moje własne, szkolne doświadczenie nauki o wydarzeniach lat 80. i 90. zamyka się w długim rejestrze sucho brzmiących nazw związkowych komitetów i nic lub niewiele mówiących skrótów. W programie nauczania brak miejsca na historie indywidualne, twarze ludzi, którzy na własnej skórze doświadczyli opresyjnego systemu. Każda próba ukazania prywatnej historii, oddanie głosu jej naocznym świadkom, ożywia historię, barwiąc ją żywymi emocjami i sprawiając, że nauka historii staje się ciekawa.

 

Film obala jeden z najtrwalszych mitów, które dookoła niej narosły – kobiet pełniących role obserwatorek, które co najwyżej wspierały swoich mężów.

 

3. Kolejnym atutem filmu jest komunikat, jaki wysyła do kobiet. Przesłanie filmu jest jednoznaczne i brzmi: jesteście silne, możecie wiele. Pokazuje, jak ogromna jest moc sprawcza kobiet. Jest to niezwykle ważne, zwłaszcza że kultura (w tym także kultura polityczna), w której żyjemy, często utwierdza kobiety, zwłaszcza młode, w przekonaniu, że w trudnych sytuacjach, zamiast polegać na własnych umiejętnościach i możliwościach, powinny raczej zwrócić się do mężczyzny. Cały film, od początku do końca, zadaje kłam temu przekonaniu. Ukazuje sylwetki silnych kobiet, które, jak internowana przez rok Barbara Labuda, osobiście doświadczały przemocy, a mimo to nie poddawały się. Wydaje się, że w trakcie rozmów z Martą Dzido niektóre z bohaterek odkrywają zależności, na które w przeszłości nie zwracały uwagi bądź uznawały za mniej istotne niż sam proces budowania społeczeństwa obywatelskiego. Jest to na przykład kwestia nieobecności większości z nich w dzisiejszej polityce. Po transformacji ustrojowej wiele osób z opozycji zaangażowało się w odbudowę struktur państwa, najczęściej jednak byli to mężczyźni, nie kobiety. One po wykonanej pracy usuwały się w cień, uznawały swoją rolę za spełnioną, zrzekając się wszelkich pretensji do najwyższych stanowisk w kraju. Dziś rozumieją, że zostały źle potraktowane i, gdy mówią o tym, wysyłają głośny sygnał do swoich następczyń, by te znały swoją wartość i zawsze walczyły o siebie.

 

Przesłanie filmu jest jednoznaczne i brzmi: jesteście silne, możecie wiele. Pokazuje, jak ogromna jest moc sprawcza kobiet.

 

4. Solidarność w tytule filmu może odnosić się także do pojęcia socjologicznego i emocjonalnego, czyli wspólnoty działania na rzecz jednego, zbieżnego celu. Współpraca kobiet i mężczyzn na rzecz budowy demokratycznej Polski z końca ubiegłego stulecia może posłużyć za przykład dla współczesnych. Idea wyjścia ponad podziały światopoglądowe dla osiągnięcia czegoś większego mogłaby być dzisiaj rozwiązaniem na kryzys polityki. Dyskurs współczesności, często małostkowy, przywiązuje wagę do detali, pielęgnując równocześnie kulturę konfliktu zamiast kultury dialogu. I tak oto większość debat sprowadza się do przekrzykiwania się i walki na slogany, nieprowadzącej do konstruktywnych wniosków. Nie twierdzę, że należy odrzucić wszelkie przekonania na rzecz wspólnej idei, uważam jednak, że wyzbycie się uprzedzeń i przystąpienie do działania z otwartą głową może przynieść zaskakująco pozytywne efekty.

 

1194941-Pomnik-Kobiety-Solidarnosci-mialby-upamietniac-tez-matki-czy-zony-robotnikow__c_0_0_943_423.jpgSolidarnosc-wedlug-kobiet_PLAKAT_m.jpgSOLIDARNOSCwedlugKOBIET-kadr-z-filmu06-1024x576.jpgz17024488QEwa-Ossowska-w-filmie--Solidarnosc-wedlug-kobiet-.jpg

 

5. Ostatnią, ale nie mniej ważną refleksją, do której skłania „Solidarność według kobiet”, jest kwestia nieobecności kobiet w narracjach o przeszłości. Lekcje historii oraz historii i społeczeństwa w liceum solidarnie temat ten przemilczają. O samej Solidarności w klasach niesprofilowanych humanistycznie też niewiele się mówi. Jeśli chodzi o jej aktywistki – tu i ówdzie padnie zdanie o Annie Walentynowicz, choć to także nie jest regułą. Obejrzawszy film, nie sposób uciec od konstatacji, że to nie wystarczy – bohaterek przecież było dużo więcej. Gdy spojrzeć na to zagadnienie z szerszej perspektywy, należy wspomnieć, że badania podręczników do historii wykazały znaczące różnice w kryteriach wartościujących dokonania w zależności od płci. Kobiety funkcjonują najczęściej jako przedstawicielki sfery symbolicznej (boginie, mityczna Matka Polka), jako ciekawostki lub podmiot zbiorowy – anonimowy. By zostały wymienione z imienia i nazwiska, muszą dokonać czegoś, co kulturowo przypisywane jest męskości. Przykładem takiej postaci będzie więc Joanna d'Arc, która zasłynęła z charyzmatycznego przywództwa i błyskotliwej taktyki.

 

Lekcje historii oraz historii i społeczeństwa w liceum solidarnie przemilczają temat obecności kobiet w narracjach o przeszłości. 

 

Sytuacja mężczyzn jest odwrotna: by znalazło się dla nich miejsce w książce do historii, skala dokonań nie musi być aż tak duża. Stąd na przykład pojawia się sporych rozmiarów biogram Mikołaja Wierzynka - kupca, który zasłynął przede wszystkim z legend o uczcie, którą miał wydać za czasów Kazimierza Wielkiego. Ta ogromna różnica w reprezentacji kobiet i mężczyzn w nauce o przeszłości generuje potrzebę tekstów kultury pisanych z perspektywy kobiecej, a takim właśnie jest film Marty Dzido i Piotra Śliwowskiego. Połączenie nowej narracji, wplatanej w trakcie lekcji historii, historii i społeczeństwa, wiedzy o społeczeństwie czy godzin wychowawczych, z tekstami znajdującymi się w podręcznikach, pozwala na pełniejsze zrozumienie biegu dziejów i przedstawienie ich uczciwej wersji. Warto wreszcie pamiętać, że tylko opowiadając całą historię możemy oddać szacunek wszystkim, którzy wtedy walczyli i przyczynili się do odbudowy demokracji w Polsce.

 

Kobiety funkcjonują najczęściej jako przedstawicielki sfery symbolicznej (boginie, mityczna Matka Polka), jako ciekawostki lub podmiot zbiorowy – anonimowy. By zostały wymienione z imienia i nazwiska, muszą dokonać czegoś, co kulturowo przypisywane jest męskości.

 

To ważne, by jak najwcześniej pojawiły się bodźce inspirujące do powyższych rozważań. Wzrost świadomości społecznej możliwy jest tylko poprzez uwrażliwianie społeczeństwa już od najmłodszych lat na różne perspektywy odbioru historii. Przyjęcie nowej optyki pozwoli nam częściej dostrzegać dyskryminację niektórych grup, a poznanie jej historycznych i kulturowych uwarunkowań – zapobiegać jej. Rozmowa o przeszłości jest też zawsze punktem wyjścia do rozumienia teraźniejszości i dyskusji o przyszłości, warto więc zadbać o przedstawienie jej pełnego, niezafałszowanego obrazu, by nie popełniać błędów wcześniejszych pokoleń. Niech jednym z pierwszych kroków w tę stronę będzie wprowadzenie do historii niezbędnej narracji kobiecej.

 

 

Ola Sidorkiewicz – początkująca feministka, kinomanka, uczennica LO św. Marii Magdaleny w Poznaniu. Interesuje się literaturą, filozofią i polityką.


AdmirorGallery 4.5.0, author/s Vasiljevski & Kekeljevic.